Gdzie Ci Mężczyźni… czyli jak okrutnie natura traktuje samce diabłów morskich

Przed laty naukowcy zastanawiali się, dlaczego nie mogą znaleźć samców pewnych głębinowych ryb z rzędu żabnicokształtnych. W ich ręce trafiały tylko samice. Przynajmniej tak sądzili. To, co odkryli, jest chyba najokrutniejszym żartem natury w obszarze seksu. Gorszym nawet od odgryzienia głowy samcowi przez modliszkę, w trakcie kopulacji. Lub zjedzenia samca przez pajęczycę, już po seksie. Bywa, że i przed.

Zatrzymajmy się na moment przy nazwach. Co lepiej brzmi: ‘diabeł morski’ czy ‘matronicowate’? To drugie jest polską, oficjalną nazwą rodziny ryb nazywanych po angielsku (również oficjalnie) ‘diabłami morskimi’ (sea devils). Polskie nazwy są nudne. Pozostanę przy zwyczajowych tłumaczeniach z angielskiego.

Samica jednego z wielu gatunków diabłów morskich. Źródło: Queensland Brain Institute

Żabnicokształtne (ang. anglerfish) to rząd obrzydliwie wyglądających ryb. Część żyje u wybrzeży i jest jadalna. Inne żyją w oceanicznych głębiach (od 1 do 4 km), w miejscach, gdzie światło słońca nigdy nie dochodzi. Jest zimno, wiecznie ciemno i przeraźliwie pusto. Żyjące tam zwierzęta zajmują się głównie zjadaniem innych – nie ma światła, nie ma roślin. Nie ma roślin, nie ma roślinożerców.

Głębinowe diabły morskie, których różne gatunki należą do rzędu żabnicokształtnych, są jednymi z tych drapieżników. Wyglądają jak narysowane przez grafika, który dostał zadanie: wymyśl rybę zbyt absurdalną, by istniała. Mają bezkształtne, pełne obrzydliwych wyrostków ciała, z groteskowo wielką szczęką, pełną zębów jak powyginane igły. Z głowy sterczy im długi wyrostek (wić), zakończony zgrubieniem (wabik). Wabik świeci dzięki bioluminescencyjnym bakteriom, żyjącym w ciele ryby.

Martwe okazy różnych gatunków głębinowych diabłów morskich.
Zdjęcie: Dr Theodore W. Pietsch

Bioluminescencja występuje w naturze często. Służy komunikacji, odstraszaniu, odwracaniu uwagi lub wabieniu ofiar. Diabły polują przyciągając swoje ofiary światłem. W mrocznych głębinach ich wabik kusi niewinne stworzonka (no dobra, nie ma niewinnych – one zakładają, że to jakieś małe żyjątko do zjedzenia). Gdy podpłyną, by bliżej zbadać źródło światła, zbyt późno odkrywają, że umieszczone jest ono tuż nad rozwartą szczęką. Szybki ruch i posiłek jest już za kratą zębisk, skąd droga wiedzie w jedną tylko stronę – żołądka, zdolnego pomieścić ofiarę dwa razy większą od samego diabła morskiego.

Samica jednego z gatunków głębinowych diabłów morskich. Źródło: Queensland Brain Institute

Te potwory to tylko samice. Do lat 20-stych dwudziestego wieku naukowcy nie wiedzieli gdzie są samce. Stwierdzenie ‘faceci uciekli, bo samice są przebiegłe i brzydkie’, jest może zabawne po kilku piwach, ale nie należy do kategorii naukowych wyjaśnień. Wreszcie odkryto, że samce są znane – i to od lat. Wyglądają jednak tak odmiennie, że zostały zaklasyfikowane jako inny gatunek ryb. To słabe mikrusy, czasami mierzące ledwie 7-10 mm. W wypadku wielu gatunków należą do najmniejszych kręgowców świata. Są kilkudziesięciokrotnie mniejsze od samic, niepodobne do nich, pozbawione wici. Samce części gatunków prawdopodobnie nic nie jedzą i nigdy nie polują. Mają zredukowany układ trawienny i inne narządy. Dysponują za to wielkimi oczami i bardzo dobrym narządem węchu, znajdującym się na skórze w okolicach oczu (na zdjęciu poniżej rozpoznawalny jako biała plama przed okiem).

Samiec jednego z gatunków diabła morskiego. Źródło: nieznane

Tryb życia samców obejmuje tylko wylęgnięcie się z jajka i rozpoczęcie poszukiwań samicy. Wiedzione wydzielanymi przez nie feromonami, wykorzystują jedyne dobrze rozwinięte narządy – wzroku i węchu. Jeśli nie umrą w międzyczasie z głodu lub same nie zostaną zjedzone, w końcu dopinają swego i odnajdują partnerkę.

Wtedy zaczyna się najciekawsze. Samiec jak najszybciej wgryza się w skórę samicy. Specjalnie zmodyfikowana szczęka zaciska się. Enzymy rozpuszczają okoliczną tkankę i jego skóra ‘stapia się’ z jej skórą. Ich układy krwionośne łączą się w jeden. Od tego momentu samiec staje się częścią ciała samicy, przestaje istnieć jako osobny organizm. Dostaje substancje odżywcze bezpośrednio z jej krwi. Jego układ trawienny i inne narządy zanikają całkowicie. Pozostaje tylko jeden sprawny narząd – jądra. Samiec diabła morskiego staje się maszynką do produkowania spermy. Uwalnia ją prawdopodobnie na hormonalny sygnał z krwi samicy, gdy ta złoży ikrę. Z zapłodnionych, swobodnie unoszących się w głębinach jajeczek wykluwa się kolejne pokolenie samców, skazanych na krótki, pasożytniczy żywot.

W przypadku części  żabnicokształtnych samiec jedynie wgryza się w skórę i po jakimś czasie odpływa. Ale u wielu gatunków zrośnięcie się jest tak całkowite, że zostaje on zredukowany do kolejnego wyrostka na ciele samicy.

Samiec diabła morskiego, zrośnięty ze skórą samicy. Źródło: nieznane

Są gatunki, których samice anektują nawet kilka par jąder. Stają się samowystarczalnymi chimerami-hermafrodytami, mającymi dostęp do plemników w dowolnym momencie. Być może właśnie po to powstało tak ekstremalne zróżnicowanie fizjologii (dymorfizm płciowy). Na głębokości kilku kilometrów szybkie odnalezienie partnera jest wyjątkowo trudne. Kiedy jajeczka są dojrzałe, lepiej mieć prywatny bank spermy do dyspozycji, niż czekać w niepewności, pośród pustkowia głębin, na pojawienie się jakiegoś zbłąkanego faceta.

 

 

Polecam krótki, dowcipny komiks o smutnym żywocie samców (po angielsku):

How The Angler Fish Male Gets Completely Screwed – The Oatmeal

 

Na YouTube można obejrzeć filmik, fragment programu Animal Planet. Ktoś wpadł na pomysł, by całą sprawę przedstawić za pomocą nagiej, zielonej kobiety i małego, zielonego facecika, wgryzającego się w jej ciało. Groteskowe.

 

Podobał Ci się post? Kreatury są na Facebooku. Jeśli chcesz w ten sposób dowiadywać się o nowych postach, polub stronę KREATUR.

Advertisements